FK Bijatyki

Udostępnij

Blood Storm

Image"Smierc poteznego Imperatora spowodowala chaos w swiecie, i tak juz opanowanym przez przemoc i konflikty. Przywodcy ziemskich prowincji zgodzili sie na starozytny rytual walki rozstrzygajacy kto ma objac panowanie nad krolestwem. Tak rozpoczela sie KRWAWA BURZA!"

W ten oto niezbyt wyszukany sposob wprowadzeni zostajemy w okrutny swiat krzywdy i strachu kolejnego dwuwymiarowego mordobicia. Jesli ktokolwiek zdecyduje sie na danie tej grze szansy proponuje wstrzymac oddech i obejrzec intro. Obrazek przedstawiajacy wypatroszonego krola jest niesamowity. Przez pol minuty pokladalem sie ze smiechu starajac sie nie oparskac slina ekranu mojego monitora. Ok, gra jest bardzo brutalna i krwawa.

Do wyboru mamy osmiu potencjalnych wladcow krainy, ktorymi staniemy na przeciwko siedmiu sub-bossom i jednemu zlemu szefowi, ktory jak przystalo na szanujacego sie glownego maciciela czeka na nas na koncu kazdej walki. To co jako pierwsze rzuca sie w oczy to wyglad postaci. Wyraznie widac, ze designerzy zatrzymali sie na etapie fascynacji kreskowka "He-Man" (wiecie, Szkieletor, obcisle spodenki, wygolone klaty i te sprawy...;). Wszystkich fajterow charakteryzuja nieco przerosniete miesnie i przyczepione do ramion finezyjne rekawice godne polskiej epoki video z lat osiemdziesiatych. Niektore z nich wygladaja co najmniej zabawnie i kiczowato. Niejaki Fallout ma przymocowana do dloni glowe zielonego trolla, a zimnokrwisty Freon cos co ksztaltem przypomina trzylitrowy baniak na wode. Dzieki tym narzedziom zaglady wybrany przez nas zabijaka, niczym Mojzesz laska, razic moze swoich przeciwnikow promieniami, plomieniami i pociskami nieznanego pochodzenia.

Wlasciwa walka na samym poczatku niczym specjalnym sie nie wyroznia od dziesiatek podobnych niskobudzetowych produkcji. Na ogol korzystamy jedynie z najsilniejszych atakow, od czasu do czasu starajac sie blokowac rzucane w naszym kierunku podejrzane smiecie. Bez zadnych watpliwosci najciekawszym elementem "Blood Storm" jest mozliwosc odciecia przeciwnikowi ramion i glowy w dowolnym momencie juz podczas pierwszej tury gry. Oderznieta, tudziez wyrwana lepetyna oddzielona od korpusu jeszcze przez dlugi czas porusza zuchwa (ten, jakby nie bylo, anatomiczny fenomen mozna tlumaczyc dzialaniem rigor mortis, stezenia posmiertnego powodujacego po zgonie skurcze i rozkurcze miesni:). Natomiast pozbawionej rak kalece garnitur mozliwych do wykonania ciosow ogranicza sie jedynie do tych zadawanych nogami. Biorac pod uwage fakt, ze gra powstala w 1994-tym roku jest oczywiste, ze tworcy wzorowali sie na hitach pokroju "Mortal Kombat", czego przykladem moze byc chocby spychanie zawodnikow z aren na wystajace w dole kolce. Nieszczesnicy, ktorzy sie na nie nabija eksploduja fontanna czerwonego plynu powoli zsuwajac sie po wyprofilowanym skalnym stozku. Sa takze specjalne wykonczenia, niestety wiekszosc z nich sprowadza sie jedynie do efektownej dekapitacji oponenta. Po kazdej wygranej walce przydzielona zostaje nam tajna bron pokonanego przez nas przeciwnika, dzieki czemu w nastepnej potyczce mozemy zabawiac sie w Megamana co chwile zmieniajac ataki. Niestety, w grze zdarzaja sie takze pewne buraki. Gdy Blood, koles, ktory za mlodu chyba nie wiedzial jak poslugiwac sie maszynka do golenia zacznie do nas strzelac, to nie sposob go zaatakowac nie mowiac juz o bezpiecznym przeniknieciu w okolice jego strefy osobistej.

Gra jest dynamiczna, szkoda ze animacja zawodnikow pozostawia wiele do zyczenia. Ich ruchy sa smieszne a wykonanie zalosne. Na przyklad wymieniony wczesniej Freon, blokujac sprawia wrazenie jakby trzymal sie za organ rozrodczy, co raczej przywodzi na mysl codzienne oddawanie sie czynnosciom fizjologicznym niz zaslanianie sie przed atakami wroga. Podobnie jest ze specjalami, ktore rowniez do sugestywnych nie naleza. Wojownicy kreca czteroklatkowe mlynki, uppercuty, zamrazaja i spalaja, czyli wykonuja standardowe czynnosci charakterystyczne wszystkim grom walki. Postacie samcow i samic wygladaja jak ze szkicownika napalonego szesciolatka. Pod wzgledem najgorzej zaprojektowanych bohaterow gry ekipa "Blood Storm" smialo dotrzymuje kroku tej z "Matrimelee". Areny sa strasznie monotonne i nic sie na nich nie dzieje. W tle kipi lawa, ewentualnie kwas, a do blekitnego nieba przyczepiono cumulusy, ktore za nic nie przesuna sie chocby o milimetr w ktorakolwiek strone. Na sciezke dzwiekowa gry skladaja sie szybkie melodyjki wygrywane na automatach perkusyjnych, co w polaczeniu z syntezatorami przypomina klimaty typu "Fear Factory" (tratatatatatatata!). Do tego wszystkiego dodano slabej jakosci jeki, krzyki i wrzaski, ktore w polaczeniu z gluchymi odglosami zadawanych ciosow na pewno nie zapadna nikomu w pamieci.

"Blood Storm" jest strasznie groteskowy. Z jednej strony mamy toporne wykonanie i nieciekawych wojownikow, z drugiej naprawde niezla zabawe, ale tylko pod warunkiem, ze gramy z zywym przeciwnikiem. Sporo radochy sprawia ogladanie tego co dzieje sie na ekranie. Nie pamietam kiedy ostatnio tak dlugo brechtalem obserwujac latajace konczyny i tryskajaca na wszystkie strony krew. Byc moze to co pisze jest chore, ale na tym polega urok tej gry. Gdyby nie przemoc to prawdopodobnie bym na nia nawet nie spojrzal. To po prostu hardcore w najczystszej postaci nie skazony wplywem dopracowanych azjatyckich produkcji. Co tu duzo pisac, jesli wydaje Wam sie, ze dawno nie wyszlo nic bardziej sensownego niz "Mortal Kombat" to albo powinniscie sie leczyc, albo smialo odpalic "Blood Storm". br
ImageImageImage

Ocena koncowa:

Grafika - 4/10
Dzwiek - 3/10
Miodnosc - 5/10
Ogolem - 4/10

Platforma: ARCADE
Udostępnij
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 0 ).