Mortal Kombat 9 na PC?

Mortal Kombat 9 na PC?

Sklep Amazon od zeszłego tygodnia nieoczekiwanie przyjmuje zamówienia na dziewiątą część Mortal Kombat w wersji na PC. W opisie podano nawet datę premiery - 14 czerwca 2013 r. function fbs_click995966298() {FB.ui({ method: "stream.share", u: ""...

Demo Dead or Alive 5 Plus

Demo Dead or Alive 5 Plus

Tecmo Koei zdecydowało się na dość niecodzienny krok. Posiadacze PS Vita przed zakupem Doad or Alive 5 Plus będą mogli ją przetestować grając w jej wersję demonstracyjną. Ma to podobno pomóc niezdecydowanym fanom tej bijatyki w podjęciu decyzji o...

Premiera Guilty Gear XX Accent Core Plus R

Premiera Guilty Gear XX Accent Core Plus R

Arc System Works podało w końcu datę premiery Guilty Gear XX Accent Core Plus R na PS Vita. W Japonii bijatyka ukaże się za 2 tygodnie - 19 marca. Cena gry ma być wyjątkowo niska i wynieść 1500 jenów, czyli ok. 50 zł. Dla przypomnienia stary...

FK Bijatyki

Udostępnij

Relacja z Berlin Tekken Clash 4

Polacy w Berlinie.

Ok, czas na mnie...

9 lipca odbył się Berlin Tekken Clash 4. Poniżej znajdziecie moją relację z tej zacnej eskapady.

BTC jest turniejem organizowanym cyklicznie, tj. raz do roku. W swojej karierze byłem na nim ostatnio 2 lata temu, czyli na BTC2 i wspominam ten wyjazd bardzo przyjemnie. Jechaliśmy wtedy z teamem TLT (Velurian, Junior, Gomez, Gajda) i Bartem. Wtedy nasz wyjazd był odrobinę lepiej zorganizowany, tj. jechaliśmy pociągiem Eurocity i mieliśmy rezerwację w hostelu całkiem niedaleko turnieju. Tym razem poszliśmy na totalny żywioł - na turniej wypożyczyliśmy samochód, licząc że wyniesie nas to mniej i szybciej dotrzemy na miejsce. Chciałem dotrzeć do Berlina o jakiejś rozsądnej porze, tak żeby móc jeszcze się po nim wieczorem poszlajać. Samochód odebrałem dopiero o 16 więc razem z Gajdą, Frizenem i Oskarem ruszyliśmy w drogę. Pomimo faktu, że na autostradzie urządziłem sobie prawdziwe Gran Turismo i drogę z Wrocławia do Berlina pokonaliśmy w niecałe 3 godziny z licznymi postojami bo się chłopakom palić chciało a ja potrzebowałem paliwa w postaci Red Bulli żeby utrzymać koncentrację na trasie to w hostelu byliśmy nieco przed 3 w nocy. Powód?

Wskazówki jak dojechać do hostelu zjeżdzając z obwodnicy Berliner Ring są jak się okazuje dla gości z zachodu... Jadąc ze wschodu z kolei trzeba samemu rozkminić trasę a na domiar wszystkiego GPS Frizena w telefonie odmówił posłuszeństwa. To jednak nie koniec przebojów - Furb który przyjechał na turniej z Warszawy był już w hostelu w którym mieliśmy się zatrzymać i na miejscu okazało się, że nie mają już wolnych łóżek. Co więcej, dowiedział się też że w całym Berlinie nie ma miejsca w hostelach, bo akurat mają miejsce jakieś rozgrywki w cośtam (w Tekkena, hehehe). Próbował jeszcze szukać czegoś w internecie na własną rękę, jednak nie udało mu się. Po kilku godzinach kluczenia przez opętany robotami drogowymi i objazdami Berlin dotarliśmy do Generatora. Na miejscu szybko skoczyłem do stanowiska z internetem i w 15min znalazłem hostel, do tego tańszy niż Generator. Lucky! Tyle, że trzeba było wrócić w miejsce, przy którym zjechaliśmy z obwodnicy...

Następnego ranka wyruszyliśmy na miejsce turnieju. Komunikacja miejsca w Berlinie jest naprawdę dobrze poukładana, więc nie mieliśmy większych problemów z dotarciem. Czułem ogromne zmęczenie drogą a fakt nadużywania napojów energetycznych zemścił się w postaci braku snu. Na turnieju więc zjawiłem się w stanie skrajnego wyczerpania organizmu. Na miejscu okazało się, że na legalu można pić alkohol oraz popalać to i owo ;-). W tym momencie poczułem, że nie wszystko jeszcze stracone (osoby które mnie znają wiedzą, że najlepiej gra mi się po paru głębszych albo najlepiej stale podłączonym do "soczku"). Ktoś nawet pił "szampana" :D

Turniej miał zacząć się o 12, ale Erdalista chciał dać nam trochę czasu na rozgrzanie się i freeplaye. Zagrałem spary z Linkiem (top 3 zeszłorocznego turnieju we Frankfurcie, zbił Malekith'a) z wynikiem 5:1 i z Bode, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Gładko doprowadziłem do wyniku 5:0, po czym Bode prawił mi co chwila same komplementy na temat mojej gry. To spowodowało pewne rozluźnienie, poczułem się pewniej mimo zmęczenia i braku snu. Poczułem się jak milion dolarów :-).

Dalej faza grupowa. Jak słusznie przewidywaliśmy, jeszcze więcej osób zrezygnowało z przyjazdu. Moja grupa zmieniła prawie kompletnie swój skład i wskoczył do niej IronJin. To spowodowało lekki popłoch, gdyż rok wcześniej strącił mnie do Losers Bracket we Frankfurcie i bałem się tej walki. Jednak udało mi się pokonać go 2:0 i ten trend utrzymał się aż do samego końca fazy grupowej. Grając z Reflexem oznajmiłem mu, że może być ciężko bo nigdy nie grałem z żadnym Larsem (co jest ewidentną bzdurą, gdyż rozegrałem tysiące walk z Gajdą i Frizenem) i tym sposobem wyszedłem z grupy na pierwszej pozycji nie przegrywając ani jednej walki. Nasi reprezentanci radzili sobie nie gorzej - Frizen także 1 miejscu, Gajda drugi w swojej grupie, Furb trzeci. Po krótkiej przerwie przeszliśmy do mięska, czyli walk w drabinkach.

Na pierwszy ogień poszedł 4D4M, jak się okazuje Polak mieszkający praktycznie od urodzenia w Niemczech. Jego Jack nie stanowił większego problemu, Anna wyszła zwycięzko ze stanem 3:0. W tym czasie Furb spadł do drabinki przegranych po przegranej z Sephiblack, oraz jakimś cudem Gajda po przegranej z Philo. Tutaj zatrzymam się na moment, żeby napisać parę słów o reprezentantach Finlandii.

Wyglądali bardzo niepozornie, jedyne co rzucało się w oczy to koszulki teamowe z nazwami jakichś firm. Doszliśmy do wniosku, że są to najzwyklej w świecie ich sponsorzy. Potwierdził to później Oskar po rozmowie z Philo - sponsorzy opłacili im przelot i zakwaterowanie. Byliśmy tym trochę zdziwieni, bo nikt z nas wcześniej nigdy nie słyszał o jakichkolwiek Finach grających w Tekkena. Jednak ten turniej jak się później okazało, zmienił to raz na zawsze. Dalej w drabinkach walczył Frizen. Pokonał Over3rfi3nd i następną walkę stoczył z KillerDoll'em. Zaliczył tutaj ogromne zdziwienie, przegrywając z Zabójcą Lalek (czy też Zabójczą Lalką :D). Jego Armor King jest trudny do opisania... Gdybym nie widział go na żywo, tylko oglądał jego walki na youtube byłbym święcie przekonany, że co najmniej mieszka w Korei albo jest Koreańczykiem. Te setupy, mindgame, karanie... Wszystko perfekcyjnie poukładane. Tym sposobem zostałem ostatnim Polakiem idącym "górą". Spora odpowiedzialność :-).

Następna walka to Erdalista - obok Tokisa najlepsza Christie w Europie. Nie spodziewałem się, że schody zaczną się tak szybko... Przy stanie 2:0 dla mnie Erdalista zaczął wracać, kombinując na wszystkie możliwe sposoby i doprowadził do stanu 2:2. Pomyślałem - wóz albo przewóz, zajebe go jak szmatę albo sam zostanę zajebany. Zrobiło się bardzo nerwowo wokół publiczności zgromadzonej przy naszym stanowisku jak i oglądającej nasze zmagania na streamie. Jednak Anna miała parę asów w rękawie które wyjęła w decydującym starciu, posyłając Christie na dechy. Publiczność wiwatowała a mój telefon nie nadążał z odbieraniem smsów :-). Po tej walce podszedł do mnie Bode i powiedział, że zasługuję, żeby wygrać ten turniej. Nie przeczę jednak, że miałem równo nasrane w portkach. W tym momencie zrozumiałem, że lepiej wychodzą mi comeback'i niż dobicie przeciwnika w korzystnej dla mnie sytuacji. Ot, taka psychologia grania...

W dalszym etapie rozgrywek z turnieju odpał Furb i Gajda, przegrywając z Kneeninho. Operator Bryana gładko wygrał starcie 3:1, wprawiając nas w spore osłupienie. Ale to nie był koniec szoków i zawałów serca tamtego dnia...

Frizen gramotał się przez drabinkę przegranych, najpierw z ledwością wygrywając z Puzzle (z którym grałem w grupie i był dla mnie rozrywką, na zasadzie odpalania unblocków z połowy areny), następnie z Gormem (operator Jacka i Lili) a później z Julką Sonika (którego posłałem bez większego wysiłku do drabinki przegranych). Solo pisał mi później, że Sonik to jeden z najlepszych graczy w Niemczech. Przeciągał walkę ze mną w nieskończoność, bo siedział z Shaxxem na practice obczajając Annę. Na
nic mu się to nie zdało jednak, bo 30 minut nie wystarczy żeby obczaić jakąkolwiek postać w jakiejkolwiek bijatyce, chyba że mówimy o Mortal Kombat :-).

Nadszedł czas mojego starcia z Bode. Przymierzaliśmy się do tego pojedynku chyba z 5 razy, ale za każdym razem Erdalista nam przerywał mówiąc, że w drabince przegranych zostało rozegranych za mało walk. Ale w końcu usiedliśmy naprzeciwko siebie. Przy wybieraniu postaci Bode najechał na Julkę i powiedział do naszych polskich kibiców "to kurwa!". Po czym najechał na Annę i powiedział "to kurwa!". Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Początek tego starcia był dla mnie bardzo korzystny. Bez większego wysiłku ugrałem dwie walki. Włoch łykał każdy shit jaki w niego rzuciłem. Po dwóch wygranych poczułem zbyt wiele ekscytacji ale jednocześnie dobiegło do mnie ogromne zmęczenie z dnia wczorajszego. Chciałem skończyć tą walkę już, teraz, natychmiast i wyłączyłem myślenie. Konsekwencje tego były dla mnie fatalne - Bode zaczął
odrabiać straty zmieniając kompletnie swoją grę - nagle przestały działać moje setupy pod ścianą, wszystkie zgadywanki były boleśnie karane, z jego strony natomiast pojawiły się rzeczy, których u Julii wcześniej nie widziałem. Tydzień przed turniejem grałem ze Spikiem i byłem pod wielkim wrażeniem jego Julii, naprawdę przyskillował w tej Korei i dał nam przedsmak tego co potrafi Julia. Jakkolwiek, Julia Spike'a jest bardzo silna, przyjemna dla oka, ale jak się okazuje najlepsze są najprostsze rozwiązania, na które postawił Bode - generic lowy, łokciowanie, buforowanie Mad Axes gdzie tylko można i tam gdzie nie można. Koniec końców - przegrałem. Odebrałem bardzo dużą lekcję pokory i wyciągnąłem z niej wnioski na przyszłość.

Frizen postanowił nie szczędzić nam emocji w LB, męcząc się okropnie z Adnanishem. Duńczyk nałykał się rzutów od Larsa i w końcu musiał ulec. Frizena trzeba było praktycznie odprowadzać ze stanowiska, bo pomimo młodego wieku przeżywał stan przedzawałowy. Jednak nasz Frizenek potrafi się odnaleźć w krytycznych sytuacjach, jeśli ma odpowiedni doping i nastawienie. W ogóle nasza ekipa okazała prawdziwe zgranie i moc, kibicując sobie. Pomimo faktu, że Niemcy mieli przewagę liczebną a z ich
komentarzy wynikało delikatnie mówiąc, że nie życzą nam specjalnie dobrze to niejednokrotnie potrafiliśmy ich przekrzyczeć i celnie skontrować ich hasła, np. przy walce z Sonikiem, kiedy udało mu się posadzić mocną ścianę po resecie krzyczeli na Frizena "in your ass!" ale w ripoście, kiedy to Frizen posadził coś mocnego krzyknąłem "in YOUR ass!!!" i wszyscy się pozamykali.

W LB natrafiłem na reprezentanta Finlandii grającego Bryanem. Przed walką posłużyłem się małym fortelem, co dało mi sporą przewagę psychiczną nad osobnikiem, który

strącił Gajdę do LB:

Nevan: Z której chcesz grać strony?
Philo: a z której TY chcesz grać?
Nevan: Z lewej.
Philo: To ja też z lewej. Rzucamy monetą.
Nevan: No ok, to już nie będziemy rzucać monetą, możesz grać z lewej jeśli chcesz.
Philo (ucieszony, bo myślał że zyskał w ten sposób przewagę): Ok, niech będzie.

I tym kurwa sposobem, grałem sobie ze swojej ulubionej prawej strony :D. Nastrój miałem szampański i rozniosłem bez większych problemów jego Bryana na strzępy.

Kolej przyszła na Frizena i Sephiblack. Operator Miguela jest naprawdę niezły, ale Frizen w końcu załapał ducha walki, wyrywając się ze wszystkich rzutów oraz idealnie przewidując intencje przeciwnika. Dodatkowo komentarz "to Niemiec!" jeszcze bardziej go rozpalił i wyeliminował Miguela ze stanem 3:1. Dobra robota, Frizen!

W LB znalazł się także Bode po przegranej z KillerDoll'em. Trafiło na Frizena. Tutaj myślę, że Frizen idealnie wie co czułem po walce z Bode. Wrocławianin był tylko o krok od pokonania Włocha, sadząc akcje o których zgromadzeni na turnieju nie mieli zielonego pojęcia, typu rage, 4 z leżenia i b+1 z jugglem za cały pasek i odbijaniem przeciwnika od wszystkich ścian po drodze. Bode jednak nie stracił zimnej krwi i ostatecznie wygrał starcie.

Dalej była moja walka z Frizenem. Gramy na codzień, na sparach bywa bardzo różnie ale na turnieju jeszcze nie udało mi się go pokonać i tak było tym razem. Obaj uzgodniliśmy, że nieważne kto wygra i tak nam nie będzie tego szkoda, bo chcemy żeby chociaż jeden z nas stanął na podium. I tak się stało. Frizen ostatecznie zajął 3 miejsce wygrywając puchar, gry na PC i 50 euro, ja 4 miejsce z podobnymi nagrodami tyle że bez pieniędzy i pucharu :-). Każdy otrzymał bluzę z Tekkenem i smycz od Namco.

Jak dla mnie impreza udała się świetnie. Dostaliśmy dokładnie to, po co jeździ się na europejskie turnieje - przygodę, emocje, możliwość rywalizacji z top Europy i bezcenne doświadczenie. Kto nie był, niech żałuje - Erdalista pod koniec oznajmił, że był to ostatni BTC ponieważ wyprowadza się już z Berlina. Szkoda, wielka szkoda.

Co do drogi powrotnej... Po turnieju reszta ekipy postanowiła zostać i posparować sobie nieco (min. Frizen pograł sobie ze zwycięzcą turnieju KillerDoll'em i zremisował z nim 6:6) ja natomiast udałem się spowrotem do hostelu, żeby odespać swoje i być gotowym do drogi jaka nas czekała. Niesety, pobłądziliśmy znowu i to na ogromną skalę. Z Berlina wyjechaliśmy w kierunku na Szczecin :D i po wielkich przebojach dotarliśmy do Wrocławia. Szkoda mi tylko tego mandatu po drodze, bo spieszyłem się bardzo żeby oddać samochód o rozsądnej godzinie, ale cóż pierwsze punkty karne w mojej historii rajdowej :-).

PS. Kupię sobie kiedyś Kia Cee'd Pro, zajebiste auto...

Udostępnij
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 0 ).